Ciekawostki   |  Duchy   |   Magia   |    Cuda   |  Rok 2012   |   Niewyjaśnione zjawiska
Poznaj Świat Tajemnic
Wojskowe Tajemnice
 
  Uso   |   Wampiryzm   |   Reiki   |   Ezoteryka   |   Wojskowe Tajemnice   |   Przepowiednie     
Strona Główna
Tragedia 11 września. Tajemnica dnia krwawego horroru
11 września 2001 roku Al-Kaida dokonała krwawego i zaskakującego ataku na Stany Zjednoczone. Dzień amerykańskiego horroru wstrząsnął całym światem.
Cztery samoloty, które roztrzaskały się w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Pensylwanii, przyniosły śmierć ponad trzem tysiącom osób. Od tego dnia minęło dziewięć lat, jednak na odpowiedzi czeka wciąż sporo pytań. Kto stoi za ogromną tragedią, która odcisnęła swe piętno nie tylko na Ameryce?
Dzień amerykańskiego koszmaru
Ataki z 11 września nie miały precedensu w dotychczasowej historii. Zostały one przeprowadzone przez grupę fanatyków z Al-Kaidy, którzy uderzyli w symbole Ameryki. Skala zamachów wprawiła w osłupienie cały świat. Gdy zrodziły się pierwsze teorie spiskowe, na ruinach WTC nie zdążył jeszcze opaść kurz. Ich niesamowita popularność, utrzymująca się już od dziewięciu lat, doczekała się nawet oficjalnej reakcji amerykańskich władz.
Prezydent USA George W. Bush w 2006 r. oświadczył na forum ONZ, że rozmaite teorie spiskowe związane z 11 września są nie tylko "oburzające, ale mają także na celu zdjęcie winy z terrorystów za przeprowadzone przez nich ataki". Rząd USA kilkakrotnie publikował wyniki badań przeprowadzonych przez Krajowy Instytut Standardów i Technologii (NIST) oraz analizy Departamentu Stanu, jednak nie na wiele się to zdało. Rozwianiu mgły tajemnicy nie pomógł nawet fakt, że do zamachów przyznała się Al-Kaida, określając je mianem "sukcesu".
Dziewięć lat po tragedii, zamachy z 11 września nadal budzą kontrowersje i napędzają wyobraźnię licznych zwolenników spisku.
Seria dziwnych zbiegów okoliczności
Faktem jest, iż administracja Busha zignorowała ostrzeżenia o możliwym zamachu zarówno ze strony krajowych, jak i zagranicznych służb wywiadowczych i agencji bezpieczeństwa. Raport komisji ds. 11 września, powołanej przez Kongres w 2002 r., zarzucił "brak wyobraźni" administracjom Clintona i Busha. W opinii zwolenników teorii o "wewnętrznej robocie", prace komisji miały być jednak prowadzone tak, by nie udowodnić ewentualnej winy władz USA.
Feralnego 11 września tajemniczo zawiódł NORAD czyli Północnoamerykańskie Dowództwo Obrony Powietrznej, które ma na celu ochronę terytoriów USA i Kanady przed atakiem z powietrza. Według zwolenników teorii spiskowych, system został "unieruchomiony", tak by porwane przez terrorystów samoloty mogły uderzyć w wyznaczone wcześniej cele.
11 września pod auspicjami NORAD odbywały się również ćwiczenia sił powietrznych USA. Padły jednak twierdzenia, że miały one jedynie służyć spotęgowaniu chaosu na amerykańskim niebie w obliczu uprowadzenia czterech samolotów pasażerskich. Niezależnie od tego, co działo się z NORAD-em, faktem jest, że wszystkie rozmieszczone przez system myśliwce przybyły do Nowego Jorku i Waszyngtonu już po uderzeniach w wieże World Trade Center i Pentagon.
Dwie wieże w ogniu
Centralnym elementem teorii spiskowych jest sprawa zawalenia się wież World Trade Center w Nowym Jorku. 11 września w wieże WTC uderzyły dwa samoloty pasażerskie. O godzinie 8:46 rano w północną wieżę wbił się samolot linii American Airlines. Następnie , o godzinie 9:03, w południową wieżę uderzył samolot linii United Airlines. To właśnie ta wieżą runęła jako pierwsza - dokładnie w 56 minut po kolizji z odrzutowcem. Wieża północna wytrzymała blisko dwukrotnie dłużej; runęła w dół po 102 minutach od zderzenia.
Zdaniem specjalistów NIST, przyczyną upadku wież było uszkodzenie ich głównych kolumn przez samoloty oraz pożar górnych kondygnacji budynków, który wybuchł w rezultacie zderzenia. Według naukowców, wieże zawaliły się, ponieważ rozpadające się wyższe piętra wytworzyły ogromną energię kinetyczną, 10-krotnie większą od tej, którą były się wstanie utrzymać dolne partie budynku.
Zwolennicy teorii spiskowych twierdzili jednak, że obie wieże upadły w wyniku "kontrolowanego wyburzenia", na co dowodem miało być fakt, że sam ogień teoretycznie nie był wystarczająco silny, by stopić stal w wieżach WTC, będącą podstawą ich konstrukcji. Eksperci NIST zwrócili jednak uwagę, iż by przeprowadzić "kontrolowane wyburzenie", w wieżach należałoby umieścić ogromne ilości ładunków wybuchowych, co trwałoby tygodnie i z pewnością zwróciłoby uwagę tysięcy osób pracujących w WTC.
Specjaliści przypomnieli także, iż tego typu wyburzanie rozpoczyna się zawsze od dolnych partii budynków, a nie od górnych pięter. Zwolennicy teorii spiskowych twierdzili, że zanim drapacze chmur zawaliły się, było słychać wiele głośnych eksplozji oraz widać wiele błysków. Zdaniem NIST, eksplozje i błyski były wynikiem nie aktu sabotażu, lecz ogromnej masy walących się budynków; co więcej, analizy sejsmograficzne z 11 września nie potwierdziły użycia jakichkolwiek ładunków wybuchowych. Wiele osób do dziś pozostało jednak nieprzekonanych.
Tajemnica płonącego "budynku nr 7"
Rozpadające się wieże doprowadziły także do zawalenia się budynku WTC7, czyli 47-piętrowego drapacza chmur, znajdującego się nieco na północ od budynków WTC1 i WTC2. Choć WTC7 nie został uderzony przez samolot, to jednak pod wieczór także całkowicie się zawalił. Według zwolenników teorii spiskowych, budynek ten został zniszczony "przy okazji", ponieważ znajdowały się w nim dokumenty będące dowodami ogromnych korporacyjnych oszustw.
Innego zdania są jednak naukowcy, którzy w sierpniu 2008 r. ujawnili wyniki swych badań. Według nich, wieża nr 7 zawaliła się ponieważ spadły na nią szczątki z płonących, sąsiednich budynków, w wyniku czego wzniecony został pożar. Trwał on aż siedem godzin, a jego krytycznym momentem było zawalenie się 13. piętra budynku, co osłabiło jego stalowe kolumny nośne. Upadek dwóch pierwszych wież uszkodził wcześniej pobliski zbiornik wodny, co sprawiło, że spryskiwacze w WTC7 zostały odcięte od źródła wody.
Padły jednak głosy, że i ta wieża padła ofiarą "kontrolowanego wyburzenia", dokonanego przez tajne służby. Eksperci kontratakowali jednak przypominając, że jeśli budynek miałby zostać wyburzony, to na jego teren należałoby wnieść olbrzymią ilość materiałów wybuchowych, co nie byłoby możliwe bez zwrócenia uwagi pracowników WTC7.
"Rakietowy" cios w Pentagon
Kolejnym celem terrorystów stał się budynek amerykańskiego Departamentu Obrony, czyli słynny Pentagon, w który o godz. 9:37 uderzył samolot linii American Airlines lot nr 77. Według zwolenników teorii spiskowych, w budynek nie uderzył samolot lecz rakieta balistyczna, odpalona na rozkaz członków administracji Busha.
Dowodem na to miała być dziura, która powstała w wyniku uderzenia; była ona za mała, jak na uderzenie Boeinga 757. Prowadzący dochodzenie eksperci zwrócili jednak uwagę, że samolot pasażerski podczas zderzenia nie wleciał w całości w budynek rozbijając się w jego wnętrzu. Jedno ze skrzydeł Boeinga zahaczyło bowiem wcześniej o ziemię, a drugie roztrzaskało się o kolumny nośne budynku; tym samym dziura powstała w wyniku uderzenia nie mogła być tak ogromna jak chcieliby tego zwolennicy teorii spisku.
Twierdzili oni też, iż na miejscu katastrofy nie znaleziono właściwie żadnych części maszyny ani ludzkich szczątków. W rzeczywistości jednak ekipy ratownicze odnalazły m.in. czarne skrzynki, dziób maszyny, jej ogon czy krzesło z kabiny pilotów. Odnaleziono również szczątki pasażerów lotu 77; ich tożsamość została potwierdzona na podstawie analizy DNA. Co więcej, wielu naocznych świadków zeznało, że na własne oczy widziało samolot wbijający się w Pentagon. Kilku pasażerów zdołało nawet wcześniej zadzwonić do swych rodzin i przekazać informację, że samolot został porwany.
Samolot, którego nie było?
Czwarty z porwanych samolotów, lot nr 93 linii United Airlines, roztrzaskał się na otwartym polu w pobliżu Shanksville w Pensylwanii, po tym jak pasażerowie na jego pokładzie podnieśli bunt przeciw porywaczom. Katastrofa pochłonęła życie 56 ludzi. Wiele osób do dziś jednak twierdzi, że samolot nie spadł, lecz został zestrzelony przez rakietę wystrzeloną z myśliwca, na co ma wskazywać fakt, że duża część samolotu, w tym silnik, miał spaść aż kilka kilometrów dalej od głównego miejsca katastrofy.
Jak podkreślano, typowe pole katastrofy lotniczej nie jest zbyt duże, podczas gdy przestrzeń na której znajdowały się szczątki samolotu linii United Airlines miało być ogromne. Michael K. Hynes, ekspert zajmujący się wypadkami lotniczymi, podkreśla jednak, że silnik maszyny został odnaleziony 300 metrów od miejsca katastrofy, a jego położenie było zgodne z kierunkiem w jakim leciał samolot.
Co prawda, niektóre szczątki samolotu odnaleziono 8 mil dalej, w okolicach miejscowości Indian Lake. Jak się jednak okazało, były to bardzo lekkie materiały, które mogły zostać tam przywiane bez problemu przez wiatr, takie jak kawałki papieru czy fragmenty izolacji. Ponadto Indian Lake znajduje się w odległości 1,5 km od miejsca upadku samolotu, a nie 13 km, jak wcześniej podawały rozmaite źródła.
Niektórzy zwolennicy teorii spiskowych twierdzili, że w Pensylwanii rozbiła się "podstawiona" maszyna. Według nich, lot samolotu United Airlines zakończył się szczęśliwie na lotnisku w Cleveland, a jego pasażerowie zostali ukryci przed światem przez rządowych agentów lub nawet zlikwidowani. Jak się jednak okazało, samolot, który lądował na wspomnianym lotnisku, nie był samolotem linii American Airlines - był to lot 1989 linii Delta. Co więcej, Valencia M. McClatchey wykonała w pobliżu miejsca katastrofy zdjęcie, na którym widać chmurę dymu zaraz po uderzeniu samolotu w ziemię. Zdjęcie to zostało uznane za autentyczne, zarówno przez FBI, jak i niezależnych ekspertów.
Tysiące osób wiedziało, co stanie się 11 września?
W związku z tragedią WTC ciągle powraca pytanie: Czy były osoby, które dzięki wcześniejszej wiedzy o planowanych atakach, zdołały ich uniknąć i ocalić swe życie? Z części teorii spiskowych wynika, że tak. Najbardziej popularna z nich to teoria mówiąca, że 4 tysiące pracowników WTC żydowskiego pochodzenia nie przyszło 11 września do pracy.
Taką informacje jako pierwsza podała telewizja satelitarna Al-Manar, należąca do libańskiego Hezbollahu, sześć dni po zniszczeniu wież WTC. Prawdopodobnie telewizja ta oparła się na doniesieniach dziennika "Jerusalem Post" z 12 września, w którym napisano, że szef izraelskiego MSZ otrzymał listę 4 tys. Izraelczyków, którzy znajdowali się w pobliżu WTC i Pentagonu w momencie tragicznych ataków.
Doniesienia Al-Manar okazały się jednak niedokładne. Przeprowadzone śledztwo wykazało, że feralnego dnia śmierć poniosło 270-400 Żydów. Liczba ta odpowiada procentowo liczbie Żydów mieszkających w Nowym Jorku. W wyniku zawalenia się wież WTC, śmierć poniosło także pięciu obywateli Izraela.
Jak wynika z badań Ligi Przeciw Zniesławieniom, teorie, według których za ataki z 11 września ma odpowiadać Mossad lub izraelski rząd, zyskały popularność głównie wśród lewicowych i prawicowych ekstremistów oraz białych rasistów. Raport organizacji podkreśla także, iż spiskowa wersja wydarzeń zyskała szeroką akceptację pośród społeczeństw państw muzułmańskich. Teoria ta nadal pojawia się, co jakiś czas, w rozmaitych mediach.
Autor: Piotr Gruszka
"Sprawcy zamachów żyją i są na wolności"
Zamachy przeprowadziło 19 terrorystów pod dowództwem Mohammeda Atty. Ich tożsamość została zidentyfikowana w ciągu 72 godzin przez FBI w wyniku operacji PENTTBOM. Szybko pojawiły się jednak twierdzenia sugerujące, że część zamachowców, zidentyfikowanych przez FBI, w ogóle nie brała udziału w atakach i żyje w państwach arabskich.
Amerykańskie służby musiały kilkakrotnie udowadniać, że prawidłowo określiły tożsamość terrorystów. Całe zamieszanie z nazwiskami osób, które 11 września przeprowadziły ataki, wynikało z faktu, że były to bardzo popularne nazwiska w świecie muzułmańskim. Do takich samych wniosków doszedł również wywiad brytyjski, którego raport obarczył odpowiedzialnością za horror z 11 września właśnie członków Al-Kaidy.
Osama bin Laden w pierwszych dniach po ataku z 11 września twierdził, że nie został on przeprowadzony przez jego organizację terrorystyczną. Dwa miesiące później jednak, amerykańscy żołnierze odnaleźli w Dżalalabadzie taśmę wideo, na której uwieczniono rozmowę bin Ladena z jednym ze współpracowników. Z nagrania wideo wynika, że to Al-Kaida stoi za zamachami z 11 września.
Nie brakło jednak głosów, że mężczyzna na nagraniu, nie jest przywódcą Al-Kaidy, lecz jedynie podstawionym przez amerykański rząd sobowtórem. Twierdzeń tego typu nie rozwiały nawet kolejne taśmy, na których bin Laden przyznaje się wprost do swej odpowiedzialności za tragedię z 11 września.
11 września w wersji "hardcore"
Wśród teorii spiskowych związanych z zamachami z 11 września nie brakuje także czystej fantastyki. Według najbardziej skrajnego skrzydła spiskowców, w wieże WTC nie uderzyły samoloty, lecz rakiety. Morgan Reynolds, były członek administracji Busha stwierdził, że nie jest fizycznie możliwe, by Boeingi wykonane główne z aluminium były w stanie spenetrować w takim stopniu stalowe konstrukcje WTC. Jego zdaniem, w nowojorskie wieże uderzyły rakiety balistyczne, które na nagraniach wideo (sfałszowanych przez rząd) zostały komputerowo przerobione na samoloty pasażerskie.
Najbardziej "hardcore’ową" wersję zaproponował jednak Brytyjczyk David Icke, który twierdzi, że za atakami z 11 września stoją… kosmici, a konkretnie – Reptilianie, czyli pozaziemskie humanoidy zdolne do zmieniania swoich kształtów. Według niego to właśnie kosmici są siłą napędową wszystkich spisków i wojen, które wybuchły na Ziemi w ostatnim czasie. Los WTC miał zostać więc przypieczętowany przez spisek pozaziemskiej cywilizacji.

"Prawdziwy" cel krwawych ataków
Nazajutrz po tym jak świat próbował otrząsnąć się z szoku, zrodziło się pytanie: Czemu miały służyć zamachy z 11 września, kto miał na nich zyskać? Według oficjalnych analiz politycznych, atak Al-Kaidy na Stany Zjednoczone był elementem "świętej" wojny przeciwko dominacji USA i odwetem za wspieranie Izraela na Bliskim Wschodzie.
Według zwolenników teorii spiskowych, prawdziwe powody zostały ujawnione wraz z ogłoszeniem przez administrację George’a W. Busha programu globalnej wojny z terroryzmem. Jej symbolem stały się inwazje na Afganistan w 2001 roku oraz na Irak w dwa lata później. Zdaniem zwolenników spisku, ataki z 11 września stały się przyczynkiem do zaprowadzenia globalnego Pax Americana, czyli systemu potwierdzającego jednostronną przewagę gospodarczą, polityczną i militarną USA nad resztą świata.
11 września miał posłużyć za usprawiedliwienie dla interwencji sił Zachodu (głównie wojsk Stanów Zjednoczonych) na Bliskim Wschodzie; prawdziwym powodem operacji zbrojnych nie miało być jednak obalenie talibów i Saddama Husajna, lecz zdobycie zasobów ropy oraz nowych miejsc pod bazy wojskowe. Zamachy z 11 września 2001 roku miały być więc początkiem drogi, która ma się docelowo zakończyć zbudowaniem osławionego "Nowego Porządku Świata".
Autor: Piotr Gruszka Źródła: Onet.pl